Nasza witryna stosuje pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie, w tym w sposób dostosowany do indywidualnych potrzeb. Dalsze korzystanie z witryny oznacza zgodę na wykorzystanie plików cookies zgodnie z Polityką cookies. Jeżeli nie akceptują Państwo Polityki, prosimy o niekorzystanie z naszej witryny.

aktualności biuro prasowe kontakt mapa strony drukuj stronę

Rozumienie choroby

22. Mój syn dzięki leczeniu nie ma już urojeń, ale nadal izoluje się od domowników, niechętnie rozmawia. Najchętniej przebywałby sam w swoim pokoju. Czy należy podejmować próby jego uaktywnienia czy zostawić go w spokoju?

Prawdą jest, że leki psychotropowe szybciej zwalczają urojenia czy omamy niż usuwają objawy wycofania emocjonalnego i tendencji do zamykania się w sobie. W takiej sytuacji wskazana jest "taktyka małych kroków": zauważanie i docenianie nawet małych sukcesów i postępów. Rehabilitacja wymaga czasu, poprawa stanu psychicznego nie następuje z dnia na dzień. Trzeba stwarzać różne okazje, w których pacjentowi będzie się chciało wyjść z kryjówki własnego pokoju. Uaktywnianie "na siłę" na ogół nie jest skuteczne, jeżeli takiej sytuacji nie będzie towarzyszyła choćby minimalna satysfakcja ze strony pacjenta. Nie warto wymuszać zachowań, mówiąc na przykład Bądź dzisiaj towarzyski, bo przychodzą wujkowie i musisz z nimi rozmawiać, albo Musisz pójść ze mną na zakupy i koniec! – skutek może być odwrotny.

Pomocny w takiej sytuacji może być udział pacjenta w ambulatoryjnych zajęciach grupowych (na oddziale dziennym), gdzie spotka swoich rówieśników z podobnymi doświadczeniami.

zwiń

23. U syna nadal utrzymują się urojenia. Czy mam mu je perswadować, czy też przyznawać rację? Czy dobry jest sposób odwracania uwagi i szybkiej zmiany tematu rozmowy?

Odwracanie uwagi od spraw, które głęboko nurtują drugiego człowieka, jest zwykle mało skuteczne. Wówczas ktoś nie tylko nie otrzymuje odpowiedzi na pytanie zawarte w podtekście (Co ty o tym myślisz?), lecz także może odczuć zmianę tematu, jako wyraz lekceważenia tego, co dla niego ważne. Tak jak i w innych podobnych sytuacjach drogowskazem wydaje się szczerość i wczucie się w drugą osobę. Dlatego na stwierdzenie syna, że znowu na ulicy ludzie zwracali na niego uwagę i szeptali przeciwko niemu, można by odpowiedzieć: Wiem, że takie uczucia są dla ciebie nieprzyjemne. Przykro mi, kiedy czujesz, że inni są przeciwko tobie. Ja myślę, że te przeżycia bardziej się biorą z twojej niepewności w świecie niż rzeczywistości. Pamiętajmy, że przyznanie racji urojeniom "dla świętego spokoju" nie jest terapeutyczne, bo utwierdza chorego w jego patologicznych przeżyciach i może je potęgować. Z kolei usilne perswadowanie również nie jest skuteczne i może być przez pacjenta przeżywane jako odrzucenie uczuciowe.

zwiń

24. Mój syn ostatnio stał się bardzo religijny. Obawiam się, że zbyt częste czytanie książek o tematyce mistycznej i przesiadywanie w kościele mogą pogorszyć jego stan psychiczny. Czy tak jest i czy należy w to ingerować?

Nagła i znacząca zmiana postawy światopoglądowej syna może budzić niepokój, czy nie jest ona związana z przeżyciami psychotycznymi. Motywem postępowania syna może być jednak naturalne pragnienie i szukanie w religii pomocy i wsparcia. Może to korzystnie wpłynąć na jego psychikę. Warto zatem w rozmowie z nim przekonać się, jaki jest motyw i typ przeżyć religijnych (pamiętając, że dla wielu osób rozmowa na takie tematy jest czymś osobistym i intymnym). Szczególnie ważne jest, w jakim stopniu przeżycia te wpływają wzmacniająco, a w jakim destruktywnie. Zdarza się, że w przebiegu choroby psychicznej religijność przybiera postać urojeń czy omamów (pacjent ma wrażenie, że słyszy głos Chrystusa albo, że jest Jego wcieleniem). W takim przypadku należy te przeżycia traktować jako wyraz zaburzeń psychicznych, które należy leczyć.

Niekiedy pacjent nie potrafi sam się uporać ze swoimi problemami religijnymi. Wtedy wskazane może być skorzystanie z pomocy i rady duszpasterza, najlepiej takiego, który jest zaznajomiony z problematyką psychologiczną i psychiatryczną.

Na marginesie można dodać, że ostatnio w Kościele popularne stają się tzw. grupy charyzmatyczne, gdzie młodzi ludzie dzielą się swoimi przeżyciami religijnymi, a towarzyszą temu szczególny nastrój i elementy mistyczne. Ponieważ jest to silne przeżycie emocjonalne, mogące wywołać napięcie, odradza się pacjentom udział w tego typu grupach.

zwiń

25. Ostatnio moja córka zaskoczyła mnie stwierdzeniem, że nikt w rodzinie jej nie kocha. A przecież jest dla nas kimś najważniejszym na świecie. Czego tylko pragnie, otrzymuje od nas. Jak ją przekonać, że ją kochamy?

Przekazywanie swoich uczuć drugiej osobie jest bardzo ważne, a już zwłaszcza osobie niepewnej siebie, jaką jest pacjent leczony na oddziale psychiatrycznym. Być może w Pani rodzinie utarło się przeświadczenie, że ujawnianie miłości wprost jest czymś wstydliwym (zwłaszcza mężczyźni są skłonni uważać, że wyrażanie czułości jest czymś "niemęskim"). W tej sytuacji ujawnianie uczuć może się realizować poprzez spełnianie życzeń i zachcianek oraz wyposażanie w dobra materialne. Tymczasem córce zależy na czymś, co byłoby bezpośrednio wyrazem uczuć. Może to być dyskretny gest czy serdeczne słowo, może to być wyrażenie uznania, zauważenie u córki jakiejś silnej czy dobrej strony.

Warto pamiętać, że choroba i leczenie psychiatryczne mogą dodatkowo osłabić poczucie bezpieczeństwa pacjenta. Wzrasta ono u tego, kto otrzymuje ciepło uczuciowe. Niezbędne tu jest jednak jedno zastrzeżenie: uczucie dawane czy wyrażane nie powinno służyć do "związania", czyli nadmiernego uzależniania od siebie odbiorcy. Zwróćmy uwagę, że na przykład zwrot: Jest mi przyjemnie, kiedy opowiadasz o swoich sprawach, interesuje mnie to! ma działanie wzmacniające, jeżeli został wypowiedziany bezpośrednio po takim zdarzeniu. Natomiast, jeśli matka mówi: Gdy wychodzisz z domu, cała drżę, że nie dasz sobie rady i coś ci się stanie, więc dzwoń często! to tym zwrotem nie dodaje córce siły, wręcz ją osłabia emocjonalnie i dodaje niepewności.

zwiń

26. Nie potrafię wpłynąć na moją córkę, by regularnie spała oraz jadła posiłki o odpowiednich porach. Lekarstwa również nieregularnie przyjmuje. Czy dostosowywać się do jej trybu życia?

Regularność snu i posiłków jest jedną z zasad obowiązujących pacjenta po wypisie z oddziału. Organizm wymaga zachowania tzw. rytmu biologicznego, co jest możliwe tylko przy regularnym śnie i żywieniu. Oczywiście nie jest wskazana przesada i wymaganie, aby wszystko było robione "co do minuty" – byłoby to źródłem dodatkowego stresu. Nie należy jednak ulegać córce – proszę wspólnie ustalić kompromisowe pory posiłków i poprosić o ich przestrzeganie. Warto starać się o względnie regularny rytm dnia (zajęcia lub praca w dzień, sen w nocy).

Wiąże się z tym jeszcze inne zagadnienie: trudności z zaśnięciem i częste budzenie się w nocy mogą być niekiedy dyskretnym zwiastunem pogorszenia stanu psychicznego. Jeśliby trudności ze snem powstały na tle napięć w ciągu dnia i utrzymują się mimo prób opanowania ich, niezbędna jest konsultacja u psychiatry, gdyż może to być sygnał nawrotu choroby.

zwiń

27. Widzę, że mój syn nie przejawia żadnych zainteresowań. A kiedy go chcę zabrać do kina lub na ciekawą wystawę, zawsze znajduje jakąś wymówkę. Jak zatem rozbudzić jego zainteresowania?

To jest szczególnie ważne, aby młody człowiek miał i rozwijał jakieś zainteresowania. Dobrze kiedy te zainteresowania są związane z aktywnym przebywaniem wśród ludzi. Lecz nie da się zainteresowań narzucić, a rozbudzenie ich u człowieka blisko trzydziestoletniego jest dosyć trudne. Można się domyślać, że w tym wypadku podjęta była – przy całej dobrej woli i intencji – próba narzucenia zainteresowań. Być może Pana syn przeżywa taką ingerencję, jako coś przykrego, jako zamach na jego niezależność, próba zmuszenia go do czegoś. Skuteczniejszy sposób polega na dowiedzeniu się w rozmowie, jakie są, choćby osłabione czy niezrealizowane, zainteresowania osoby bliskiej. Zazwyczaj pacjenci w okresie poprzedzającym hospitalizację psychiatryczną mieli jakieś zainteresowania, a zrezygnowali z nich z powodu napotkanych trudności. Dobrze byłoby dowiedzieć się w rozmowie, jaki był powód wycofania się, a następnie próbować wspólnie znaleźć rozwiązanie tej sytuacji i możliwości kontynuowania zainteresowań.

Co jednak robić, gdy ktoś jest zupełnie bierny i niepodatny na nasze próby wyrwania go z tego stanu? Jest to bardzo trudny problem. Oprócz cierpliwości, w którą trzeba się uzbroić, można nieraz liczyć na specjalne zajęcia, które są organizowane przez ośrodek ambulatoryjny lub zespół leczenia środowiskowego. Przyjazna atmosfera grupy pomaga wciągnąć się w różne aktywności.

Uzasadnione jest tu stosowanie wcześniej wspomnianej taktyki "małych kroków". Zdarza się, że po wielu miesiącach bezczynności i pustki pacjent "budzi się" i podejmuje jakieś zajęcie lub wraca do dawnego hobby.

zwiń

28. Mój syn podjął pracę, lecz chodzi do niej nieregularnie. Często też zdarza mu się nie dotrzymać jakiejś umowy czy zobowiązania. Jak mogłabym temu przeciwdziałać?

Pierwszy krok polega na zrozumieniu przyczyny. Może być tak, że jest to sposób unikania trudnej sytuacji, z różnych powodów: Konflikt z innymi? Niechętny stosunek kolegów? Nasilenie objawów w miejscu pracy? Za trudna praca? Trudności w koncentracji? Od zrozumienia przyczyny powinno zależeć rozwiązanie. Potrzebna jest rozmowa wyjaśniająca. Jeżeli nie uda się Pani uzyskać informacji, najlepiej poprosić syna o wizytę u jego terapeuty, aby mógł z nim porozmawiać na temat przyczyn.

zwiń

29. Mój syn niestety w ogóle nie dba o siebie, o swój wygląd ani o porządek w swoim pokoju. Gdy sprzątam u niego, robi mi awanturę. Czy mam pozwolić, aby żył w bałaganie?

Problem utrzymania porządku w pokoju czy dbania o wygląd zewnętrzny ma kilka aspektów. Po pierwsze, zaniedbanie w higienie i wyglądzie może być w swej istocie objawem chorobowym i wiąże się z nieprzywiązywaniem wagi przez pacjenta do spraw zewnętrznych. Po drugie, może to być rodzaj "gry" i "stawianie na swoim". Po trzecie, może to być rodzaj zaczepki. Na pierwszy rzut oka może się to wydawać mało prawdopodobne, ale bywa w niektórych rodzinach tak, że kłótnia czy sprzeczka jest jedyną okazją do wymiany uczuć. Dzieje się tak zwłaszcza tam, gdzie z trudem przychodzi członkom rodziny ujawnianie uczuć pozytywnych, takich jak ciepło, serdeczność, aprobata czy akceptacja. Warto wtedy sprawdzić, czy na linii rodzice - dziecko występują jeszcze inne "nitki kontaktu". Potrzebne są cierpliwość i konsekwencja, czasem też kreatywność – warto się zastanowić nad sposobami zachęcającymi syna do wykonywania swoich obowiązków. Sprzątanie za niego nie jest dobrym rozwiązaniem, ponieważ zwalnia go z tego obowiązku.

zwiń

30. Mój syn choruje od kilku lat. Moja przyjaciółka twierdzi, że gdybym znalazła mu kochankę, jego stan zdrowia poprawiłby się. Czy to prawda?

Problemy seksualne należą do takich, o których w naszej kulturze trudno jest rozmawiać otwarcie i wprost, a zarazem delikatnie. Z jednej strony wiadomo, że brak regularnego życia seksualnego może być dla młodego człowieka źródłem stresu czy napięcia. Z drugiej jednak strony nie można tego problemu sprowadzać do samego zaspokajania popędu. Więź z partnerem seksualnym to intymny, nieraz nasycony przyjaźnią, głęboki związek międzyludzki. Kontakt ten może być źródłem radości, siły i satysfakcji. Może też jednak być źródłem obawy, niepokoju czy napięcia. Ta druga ewentualność jest bardziej prawdopodobna wtedy, kiedy taki związek miałby powstawać nie spontanicznie, lecz w wyniku Pani inicjatywy. Dlatego nawiązanie związku interpersonalnego przez Pani syna jest jego, a nie Pani zadaniem. Inny aspekt tej sprawy to Pani zgoda na fakt, że syn miałby jeszcze kogoś innego, z kim dzieliłby uczucia – to, że znajduje Pani w sobie taką gotowość jest bardzo cenne i ważne z punktu widzenia szans rozwoju syna.

zwiń

31. Moja córka ostatnio chciała ustalać ze mną swoje plany życiowe. Była wówczas napięta i wzburzona i nie udało się z nią niczego ustalić. Chciałem przerwać dyskusję, ale bałem się ją urazić. Jak należało postąpić?

W czasie "burzy emocjonalnej" lepiej nie ustalać żadnych planów czy innych ważnych spraw dotyczących przyszłości. Gwałtowne emocje jednej ze stron mogą uniemożliwić porozumienie i jakiekolwiek racjonalne rozwiązanie – ważne rozmowy dotyczące między innymi planów na przyszłość należy przekładać na moment, kiedy każdy z "negocjatorów" jest spokojny, a rozwiązania szukane są na podstawie rozeznania sytuacji.

Żeby córka nie czuła się zraniona, musi wiedzieć, że jest Pan gotów rozmawiać, ale sprawa jest zbyt poważna, żeby ją omawiać w stanie napięcia emocjonalnego. Należy przy tym pamiętać o ustaleniu konkretnego, nieodległego terminu rozmowy.

zwiń

32. Kilkakrotnie przyłapałam swoją córkę na kłamstwie. Ponieważ do­tąd była prawdomówna, nie wiem, jak zareagować na tę sytuację. Czy jest sens ją karać?

Jeżeli ktoś kłamie, widocznie boi się ujawnić prawdę. Trzeba starać się zrozumieć, dlaczego tak jest i szczerze rozmawiać o problemie. Jak sprawić, by córka nie bała się matki? Jak zamiast wzbudzać strach, dawać poczucie bezpieczeństwa? Nie jest to proste, ale tak stawiając problem, mamy większą szansę pomocy dziecku, które – warto o tym pamiętać – może przeżywać z powodu kłamstwa poczucie winy. W związku między dwojgiem ludzi kluczowe jest budowanie zaufania. Samo karanie grozi przeważnie osłabieniem kontaktu uczuciowego.

zwiń

33. Mój syn często jest wobec mnie niegrzeczny, a nawet agresywny. Czasem niewiele brakuje, żeby mnie uderzył. Co robić?

To trudna sprawa. Po pierwsze, agresywność może być wyrazem zaostrzenia choroby. Wówczas, jak w każdym przypadku zaostrzenia objawów, niezbędne jest jak najwcześniejsze skontaktowanie się z terapeutą prowadzącym. Po drugie, agresywność może być wyrazem uczuć w związku dwojga bliskich sobie osób. Nie zawsze potrafimy wprost wyrazić pretensje albo własne napięcie, stąd może to przybrać formę agresji. Bywa tak, że gdy ktoś nosi w sobie niezadowolenie czy złość, bo nie udaje mu się osiągnąć zamierzonego celu, lub ktoś inny robi mu krzywdę, a on nie umie się obronić, wówczas pojawia się w nim napięcie, które rozładowuje tam, gdzie czuje się bezpiecznie. Tym "piorunochronem" często jest osoba bliska. Zawsze warto w takiej sytuacji powiedzieć: Czuję, że jesteś o coś zły, ale tego nie rozumiem. Powiedz, o co masz pretensje. Istnieje wtedy nie tylko szansa zrozumienia, o co chodzi, ale też możliwość zmniejszenia u tej osoby szkodliwego napięcia.

Jakby jednak nie traktować tej sytuacji, nie wolno pozwolić sobie "chodzić po głowie". Lepiej jest zareagować słowami, które wyrażają postawę: Kiedy jesteś agresywny w stosunku do mnie, muszę zająć się obroną siebie samego i nie jestem gotów ciebie zrozumieć ani ci pomagać. Jeśli zaś nasze słowa zamiast łagodzić, nasilają agresję i napięcie, należy odczekać, aż burza emocjonalna nieco się uspokoi.

zwiń

34. Wiem, że neuroleptyki mogą powodować senność. Ale gdy moja córka ma ciekawe spotkanie z koleżankami, to senność jej mija. Czy przypadkiem "senność polekowa" nie jest wygodnym usprawiedliwieniem zwykłego lenistwa?

Rzeczywiście, jednym ze skutków ubocznych zażywania neuroleptyków może być senność. Jednak Pani obserwacja uwidacznia, że senność ta może być pokonana przez jakieś atrakcyjne czy przyjemne wydarzenie (dotyczy to nie tylko pacjentów). Dlatego na ten problem można spojrzeć inaczej: jak sprawić, żeby w świecie Pani córki zdarzało się więcej takich sytuacji, jak to spotkanie z koleżankami, które wyzwala w niej aktywność.

Między sennością polekową a niechęcią do aktywnego życia na ogół trudno jest przeprowadzić wyraźną granicę. Natomiast traktowanie zachowania córki jako lenistwa jest o tyle mało skuteczne, że od razu stwarza napięcie, jakie zwykle występuje między osobą negatywnie oceniającą a tą negatywnie ocenianą. Lepiej jest podjąć próbę (poprzez rozmowę) zrozumienia, czemu świat dookoła jest nudny lub trudny. Tak można próbować budować rozumienie siebie nawzajem. Cofanie się do przeszłości i wyliczanie córce, czego nie robi, a co "mogłaby robić, gdyby tylko chciała", nie doda jej energii.

Czasem w takiej sytuacji korzystne może się okazać zwrócenie o pomoc w konkretnej doraźnej sprawie, na przykład wspólne gotowanie obiadu czy włączanie w inne codzienne zadania.

zwiń

35. Przed chorobą mój syn był posłusznym dzieckiem. Po powrocie z obozu terapeutycznego stał się buntowniczy, we wszystkim ma swoje zdanie. Na moje rady reaguje krnąbrnie powiedzeniem: Nie wtrącaj się, to moja sprawa. Czy jest to objaw choroby? Czy mam mu na to pozwalać?

Sprawa nie jest jednoznaczna. Z jednej strony trudno sobie wyobrazić rozwój młodego człowieka bez rad osób bardziej doświadczonych (zwłaszcza może to dotyczyć osoby w trakcie leczenia psychiatrycznego), a z drugiej strony jedną z ważniejszych potrzeb osoby rozwijającej się jest potrzeba "autoryzowania samego siebie'', decydowania o sobie. Możliwe, że w czasie obozu Pański syn poczuł się silniejszy i pewniejszy siebie i teraz próbuje wprowadzać w czyn swoją – być może początkowo niezgrabną – dorosłość. Trudno więc traktować to jako wyraz choroby. Zrozumiała jest oczywiście zarówno Pana obawa, czy sobie poradzi, tak jak i naturalna jest irytacja na "buntownika". Najlepiej byłoby dostrzec jak najwięcej zalet czy korzyści w jego samodzielności, nie przekreślać całkowicie jego prób i pozwalać mu na nie. Wtedy jest większa szansa, że zaakceptuje Pana rady. Otrzymany kredyt zaufania wzmocni go i pozwoli uniknąć wzajemnie raniącej sprzeczki o to, "kto decy­duje i kto jest mądrzejszy?".

zwiń

36. Obawiam się, by mój syn nie zrobił jakiegoś głupstwa, na przykład nie związał się z nieodpowiednią dziewczyną. Do jakiego stopnia powinnam ingerować w jego życie osobiste?

Zrozumiałe jest poczucie odpowiedzialności rodzica za los dziecka, zwłaszcza jeśli jest ono po ostrym kryzysie psychicznym. Jednak ingerencja w tak osobistą sferę, jak znajomość z dziewczyną, może być odebrana przez syna jako wkraczanie w jego prywatność. Lepszy sposób wpływania na sytuację osiąga się przez nawiązanie głębszego kontaktu z własnym dzieckiem. Jeżeli to się uda, osiąga się cel podwójny: rady będą uwzględnione w większym stopniu, a zrozumienie uczuciowe między matką a synem nie zostanie zerwane. Metoda kontroli i ingerencji może być skuteczna w sprawie zażywania tabletek, ale jest mało skuteczna w sprawach międzyludzkich.

Nie wolno przy tym zapominać, że Pani syn jest dorosły i chęć znalezienia partnerki można traktować jako wyraz samodzielności i rozwoju. Pani ingerencja osłabiałaby tę korzystną tendencję.

zwiń

37. Często mówi się o potrzebie partnerskiego kontaktu między rodzicami a chorym dzieckiem. Jeżeli to nie jest pusty slogan, to jak realizować to "partnerstwo"?

To prawda, że słowo "partnerstwo" jest nadużywane i przez to może sprawiać wrażenie sloganu. Co więcej, trudno sobie wyobrazić partnerstwo między dwoma pokoleniami, nie mówiąc już o partnerstwie między rodzicem a chorym psychicznie dzieckiem. A jednak partnerstwo może być, jeśli jest odpowiednio rozumiane, kluczem do budowania zdrowych relacji w rodzinie. Aby tak się stało, muszą być spełnione pewne warunki:

  • Poszczególni członkowie rodziny wzajemnie respektują swoje potrzeby. Oznacza to, że nie ma sytuacji, w której jedna osoba narzucałaby drugiej swoje własne postawy, zainteresowania czy hobby. Nie dochodzi wtedy do sytuacji, w której grające na cały regulator radio z woli jednej osoby budzi w nocy pozostałych członków rodziny.
  • Wszyscy członkowie rodziny wzajemnie respektują swoje możliwości. Oznacza to, że nie dochodzi do wymuszania zadań "ponad siły". Trudno oczekiwać od osoby, u której występują urojenia, żeby "wzięła się w garść i przestała przejmować".

Ponieważ byłoby utopią oczekiwać, że wszystkim wszystko będzie pa­sowało i odpowiadało, jest bardzo ważne, by do ostatecznych ustaleń i rozwiązań dochodziło się przez rozmowy, rozumienie wzajemnych racji i szukanie kompromisów. Praktyka pokazuje, że te zasady można z powodzeniem stosować także wtedy, gdy jeden z członków rodziny jest leczony psychiatrycznie.

zwiń

38. Moja córka wielokrotnie powraca do sprawy hospitalizacji i oskarża mnie, że niepotrzebnie umieściłem ją w szpitalu. Najczęściej używa tego argumentu, gdy ją o coś poproszę. Jak ją przekonać, że umieszczenie jej w szpitalu było niezbędne?

Najpierw należałoby sprawdzić, czy Pan sam ma wewnętrzne przekonanie, że hospitalizacja była niezbędna i jakie są jej efekty. Bo jeśli Pan ma liczne wątpliwości, to w rozmowie z córką będzie Pan bezradny wobec jej argumentów.

Z drugiej strony, z pytania wynika, że córka zarzutu tego używa nie do dialogu, ale do tzw. gry. Może to znaczyć, że nie tyle zależy jej na dogadaniu się, ile na wykazaniu, że jest Pan "nie w porządku" (osoby bliskie często nieświadomie grają w grę wzajemnych oskarżeń). Z takiej sytuacji nikt nie wychodzi zwycięsko: rozmówcy mają wzajemnie do siebie pretensje i ranią się. Wracając do pytania – bywa tak, że w szczególnych sytuacjach jesteśmy zmuszeni zrobić coś w interesie osoby bliskiej, ale wbrew jej woli. Wtedy nie możemy liczyć na aprobatę, zwłaszcza na początku. W opisanej przez Pana sytuacji, wyznacznikiem postępowania powinno być własne przekonanie oparte na ocenie psychiatry i własnym sumieniu. Hospitalizacja psychiatryczna może się wiązać właśnie z tego typu trudnym przeżyciem rodzica czy współmałżonka.

zwiń

39. Moja córka ma do mnie pretensje i oskarża mnie, że przeze mnie zachorowała, bo ją źle wychowałam. Co mam jej na te zarzuty odpowiadać?

Prawdopodobnie córka wyczuła Pani "słaby punkt". Nie jest Pani sama do końca przekonana o tym, że córka zachorowała nie przez Panią. A więc należałoby od tego zacząć: rodzic nie jest winny zachorowania swojego dziecka. Jeśli córka powtarza to oskarżenie, może to oznaczać, że albo z jakiegoś powodu chce Pani wyrządzić przykrość, albo sprawia ból niechcący. Jeśli zachodzi ta druga ewentualność, to warto sprawy postawić jasno: Boli mnie, jest mi przykro, gdy stawiasz mi takie zarzuty, z którymi nic nie mogę zrobić. Jeśli zaś ma miejsce pierwsza ewentualność, i dokuczanie sprawia córce satysfakcję, to należałoby sprawdzić, czy w bieżącej sytuacji nie dzieje się coś takie­go, co córkę po prostu irytuje, a Pani jest "piorunochronem" agresji. Źródłem irytacji mogą być jej własne kłopoty czy niepowodzenia. W takiej sytuacji ważne jest, by córka wiedziała, że ma w Pani kogoś, na kogo może liczyć.

zwiń

40. Czasem mam wrażenie, że moja córka chciałaby, żeby wszyscy domownicy byli na jej usługi i spełniali zachcianki. Ma np. takie dziwactwo, że kiedy przyrządza sobie herbatę, poleca wszystkim wyjść z kuchni. Do jakiego stopnia ustępować córce?

Nie byłoby dobrze, gdyby Pani córka tylko dlatego, że się leczy, miała szczególne prawa. Dla jej zdrowia ważne jest, by respektowała prawa innych, by choroba nie dostarczała jej dodatkowych korzyści. Trzeba tu podkreślić, że rodzice skłonni są niekiedy przyjąć postawę całkowitego poświęcenia się dla dziecka w myśl zasady "dla niego wszystko". Ten sposób postępowania doprowadziłby do tego, że chory uległby złudzeniu, że może światu dyktować warunki. Zetknięcie z twardą realnością byłoby wtedy szczególnie trudne i bolesne. Poza tym postawa poświęcania się, rezygnowania z własnych potrzeb, praw i przyjemności może po pewnym czasie wywołać u rodziców czy współmałżonka zgorzknienie, zmęczenie, tłumioną czy otwartą złość, a wówczas zwróci się to przeciwko choremu. Dlatego w domu powinna obowiązywać zasada szacunku dla praw każdego członka rodziny. Będzie to w zgodzie z interesem samego pacjenta.

zwiń

41. Często widzę na twarzy dziecka smutek. Bardzo chciałabym, żeby się nie martwił. Jak go pocieszyć?

Sposób pocieszania zależy oczywiście od tego, co syna czy córkę cieszy i dlaczego się martwi. Dotrzeć i zrozumieć przyczyny może być trudno. Skutek odwrotny do zamierzonego odnoszą zwykle sugestie, prośby czy rady takie jak: No, uśmiechnij się! Mnie w twoim wieku wszystko cieszyło. Weź się w garść, przecież całe życie przed tobą. Tego typu rady, jakże często stosowane, są na ogół wyrazem bezradności tego, kto doradza, natomiast rzadko przynoszą oczekiwany skutek, czyli poprawę samopoczucia pacjenta. Jeżeli ktoś, kto przeżywa głęboki smutek lub lęk, słyszy radę w rodzaju: Nie masz się czym przejmować, naturalną jego reakcją będzie zwiększenie dystansu uczuciowego i poczucie, że nie jest rozumiany.

Natomiast wyrażenie własnych przeżyć (Kiedy tobie smutno, mi jest przykro, bo chciałabym ci pomóc, a nie potrafię), jest szansą zbliżenia, bo jest informacją o współprzeżywaniu.

zwiń

42. W pierwszym okresie choroby syna musiałam uciekać się do forteli i kłamstw (np. przy doprowadzeniu na oddział mówiłam, że to tylko na prze­badanie). Teraz chciałabym odzyskać zaufanie swojego dziecka. Jak to zrobić?

Jest to pouczające doświadczenie: stosowanie kłamstw i forteli między bliskimi (choćby w najlepszej wierze) rzadko przynosi dobry skutek. Wobec pacjenta lepiej niekiedy zastosować nawet przymus niż – wydawałoby się łagodniejszy środek – kłamstwo. Trudno jednak dziwić się rodzicowi, który przy całym napięciu i bezradności towarzyszącym hospitalizacji, uciekał się do tego typu sposobów. Szansę odzyskania zaufania może stanowić próba wyjaśnienia swoich ówczesnych przeżyć i nastroju. Tak jak zadaniem rodzica czy współmałżonka jest wczuć się w to, co przeżywa czy przeżywał pacjent, tak podobnego wysiłku można oczekiwać w tym wypadku od syna: Przykro mi teraz, że cię okłamałam, ale spróbuj mnie zrozumieć. Co ty byś wówczas zrobił na moim miejscu? Oczywiście, taka rozmowa ma sens, jeśli pacjent jest krytyczny w stosunku do minionych przeżyć chorobowych. Warto czasem przed mężem czy dzieckiem przyznać się do swojej bezradności, którą przecież nieraz przeżywamy. Nie będzie to odczytane jako wyraz słabości, lecz jako gotowość do otwarcia się. Może to być dobry start do głębokiej rozmowy.

zwiń

43. Planujemy całą rodziną wyjechać na wakacje. Jest jednak problem, dokąd wyjechać. Ja, wraz z młodszą córką, chciałabym pojechać nad morze, a mój mąż oraz syn, który po leczeniu na oddziale czuje się już zupełnie dobrze, wolą jechać w góry. Czy powinnam postawić na swoim, czy też ustąpić synowi z uwagi na jego chorobę?

Nie wydaje się, by choroba syna była tu jakimś argumentem. Natomiast problem, gdzie spędzić wakacje, nadaje się na rodzinną dyskusję i wspólne szukanie rozwiązania i kompromisów. Schemat takich "obrad" mógłby wyglądać następująco:

  • Określenie problemu, a więc sformułowanie pytania, na które wspólnie należy znaleźć odpowiedź (w tym wypadku: Dokąd jedziemy na wakacje?).
  • Wysłuchanie zdania każdej z osób (w tym wypadku: matki, ojca, córki, syna).
  • Zebranie argumentów za i przeciw każdemu rozwiązaniu.
  • Wybranie rozwiązania, ewentualnie znalezienie rozwiązania kompromisowego, tak by w miarę możliwości uwzględniać stanowiska i racje poszczególnych osób.
  • Określenie sposobów realizacji przyjętego wspólnie projektu. Warto zwrócić uwagę, że kierowanie się tym schematem w rozwiązywaniu spornych kwestii nie tylko zwiększa szansę znalezienia rozsądnego rozwiązania, lecz jest także dla każdego członka rodziny ważną próbą umiejętności porozumiewania się.
zwiń